"...Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej przez trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. . Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość...moją miłość"
Ona była inna... Zawsze szczera chodź trochę naiwna... Nie zawsze miała co chciała... Dużo w życiu wycierpiała... Poznała chłopaka jak z bajki pięknego... Myślała,że na wieki jej oddanego... Chodzili na długie spacery...wyznawali miłość... Ale po jakimś czasie wszystko się skończyło... Nie było pięknych wyznań, obietnic na wspólne życie... Zachowywał się inaczej, te ciągłe tajemnice... Ona coś przeczuwała... Lecz zadawać pytania się bała... Mijały dni, miesiące... A jej serce z żalu było konające... Miała już dość tych kłótni i nieprzespanych nocy... Chciała usłyszeć prawdę powiedzianą w oczy... Mieli się spotkać dnia następnego... Czuła, że to koniec ich życia wspólnego... Spytała prosto w twarz: Powiedz, kogoś masz ? "Sory Mała, już minął nasz czas, zapomnij o mnie i o tym co było"... Wystarczyła chwila, a wszystko się skończyło... Nagle zrozumiała, że straciła na zawsze kogoś, kogo bardzo kochała... Odszedł, a ona płacząc została sama... Czuła się tak bardzo przez niego oszukana... Czasem, gdy go przypadkiem ujrzała... Czekała na słowo "przepraszam" za które by wszystko oddała... Widząc ich razem myślała, że śni... Nie miała pomysłów na resztę swych dni... Nie chciała już żyć, nie mogła wytrzymać tego... Ich głupich chichotów i spojrzeń jego... Straciła go- wszystko co miała... Nie mogła zapomnieć, tak bardzo cierpiała... Pragnęła jednego- uciec jak najdalej... Planowała swą śmierć, przestała wierzyć w siebie... "Już nigdy nie cierpieć i znaleźć się w Niebie"... Resztkami sił mówiła co czuje... Jak bardzo jej tego chłopaka brakuje... Poszła więc w miejsce oboje im znane... Przez niego i przez nią tak bardzo kochane... Wyjęła żyletkę śmiejąc się z siebie... Siedziała smutna, myśląc o Niebie... Myślała o nim, jego szczerym wyznaniu... O głupich obietnicach i ich pożegnaniu ... Otarła łzy, zaczęła ciąć ręce... Mówiąc "już mnie nie zranisz...już nigdy więcej"... I w tej samej chwili jego ujrzała... Tak bardzo przed śmiercią zobaczyć go chciała... Przymknęła na chwile oczy... Czuła jak kolejny raz wolniutko łza się toczy... Podbiegł szybko, dotknął jej ramienia... Powiedziała "Powiedz mi dlaczego w życiu wszystko tak szybko się zmienia?" Mówiłeś, że kochałeś... Dlaczego mnie kłamałeś? Nie miała już siły...powoli wygasała... Z uśmiechem na twarzy, bo miała przy sobie chłopaka, któremu by wszystko oddała... On płakał i krzyczał "nie odchodź Kochanie, Jak umrzesz me serce również bić przestanie... Teraz zrozumiałem, że tylko Ciebie jedną tak na prawdę kochałem"... Uśmiechnęła się raz jeszcze mówiąc "kocham Cię"... ...nie zdążyła nic więcej, bo w tym samym momencie przestała oddychać... Zatrzymało się jej serce... On nie chciał już żyć... Zrobił to samo- zaczął ciąć ręce... Przytulił ją i pocałował ten ostatni raz... Gdy tak odchodził wolno płynął czas... Aż w końcu usłyszał od Boga wołanie... Szepnął "już nikt nas nigdy nie rozdzieli Kochanie"... |